Vichy Aqualia Thermal

1 Jan

Ania Kondratowicz

Ania Kondratowicz

Cykl: 365 kosmetyków (1)

Piszę o kosmetykach prawie od 15 lat. Ile ich w tym czasie przetestowałam? Na pewno setki, jeśli nie tysiące – jako dziennikarka kobiecych magazynów, jurorka konkursu „Najlepsze dla Urody” (organizowanego przez czasopismo „Uroda”, w którym pracowałam 7 lat) i w końcu – od 5 lat lat – jako redaktor naczelna iBeauty.pl. Wcześniej też interesowałam się urodą i kosmetykami – na studiach moim codziennym przystankiem w drodze na uczelnię były ówczesne Domy Centrum w Warszawie, na których parterze mieściły się obszerna drogeria i perfumeria. Do dziś pamiętam, gdzie jaka marka miała stoisko, gdzie stały podkłady, szminki, maskary… Uwielbiałam się malować, ciągle zmieniałam kolor włosów, perfumy, kremy, to był mój żywioł. Miałam szczęście, że swoje hobby mogłam zamienić w pracę, którą wykonuję do dziś.

Odnalazłam wśród tych wszystkich kosmetyków prawdziwe perełki, z którymi się nie rozstaję, takie, do których regularnie (albo sentymentalnie) wracam, a także takie, które mnie czymś zaskoczyły i na długo pozostały w mojej pamięci (niektórych z nich nie ma już niestety na rynku, jak np. genialnego kremu rozjaśniającego Galenic Ombelia). Oczywiście, były też urodowe zawody, ale o tych pisać nie zamierzam.

W tym roku postanowiłam dzień po dniu 
dzielić się z Wami
 swoimi prywatnymi
odkryciami kosmetycznymi
(1 dzień – 1 produkt)

pod hasłem: 365 kosmetyków! 

Zaczynam od kremu, który przypomina mi właśnie studia i moje kosmetyczne początki, choć wtedy jeszcze nie było go na rynku:-)

Krem Vichy Aqualia Thermal

To, moim zdaniem, następca kremu Thermal S (potem w wersji UV), na który skrupulatnie odkładałam co miesiąc pieniądze jako studentka. Tamtą linię wycofano, a na jej miejsce pojawiła się kilka lat temu właśnie Aqualia. Krem jednak ma identyczny zapach – „kremowo-kwiatowy”, dla mnie superprzyjemny, relaksujący, nienachalny, sprawiający, że chce się ten produkt ciągle i ciągle wmasowywać w skórę… Jest jeszcze skuteczniejszy w nawilżaniu niż jego poprzednik – jest jego główne zadanie. Oczywiście, ma dużo bardziej skuteczną formułę na bazie wody termalnej, wzbogaconą m.in. o kwas hialuronowy. Tamten „stary” krem zostawiał na skórze wyczuwalną warstwę ochronną, lekko tłustawą, ten mniej działa „mechanicznie”, a bardziej w głębi skóry – mimo że skóra się nie błyszczy po jego nałożeniu i nawet używając wariantu „rich” do skóry bardzo suchej od razu można nałożyć makijaż, doskonale chroni i nawilża skórę oraz odbudowuje jej warstwę lipidową. To pokazuje tylko, jak bardzo zmieniły się technologie kosmetologiczne przez ostatnie kilkanaście lat:-)

Krem Vichy Aqualia Thermal w wersji „rich” używam na noc cały rok, a zimą – także na dzień (mam skórę mieszaną, więc latem wolę lżejsze konsystencje). Sprawdził mi się jako krem na narty (w słoneczny dzień dodatkowo aplikowałam warstwę lekkiego preparatu z filtrami) – choć najpierw trochę się obawiałam, że nie da rady wiatrowi i mrozom. Doskonale sobie jednak poradził, co było dla mnie zaskoczeniem. Poza tym to fajny produkt przynoszący ulgę ściągniętej czy przesuszonej skórze, np. po dniu spędzonym w ogrzewanym pomieszczeniu. Myślę, że też może się sprawdzić po zabiegach medycyny (gdy skóra jest już wygojona).

Vichy Aqualia Thermal

Vichy Aqualia Thermal

 

 

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Wpisz odpowiedź