O kalendarzu i Kobietach z Tarnowa

6 Jun

To, że kobiety mają moc, wiadomo nie od dzisiaj. Na tarnowskim podwórku udowodniła to Sylwia Karpińska, założycielka fanpage’a Kobiety z Tarnowa i pomysłodawczyni Kalendarza z Kobietami z Tarnowa.

Po raz pierwszy spotkałam się z Sylwią w lutym, 2014 roku, kiedy była na początku swojej przygody z kalendarzem, a fanpage dopiero się rozwijał. Dowiedziałam się wtedy, że to kalendarz był pierwszym pomysłem. Kalendarz, który miał na celu pokazać piękno kobiet z Tarnowa (wystylizowanych na pin-up girls), w połączeniu z pięknem naszego miasta.  A profil na facebooku „Kobiety z Tarnowa” powstał po to, aby zachęcać do projektu. Dzisiaj kalendarz jest praktycznie wysprzedany, profil ma ok. 3,8tyś fanów, a kobiety z Tarnowa  na swoim koncie wspólne wyjścia do kina, teatru, wycieczki rowerowe czy metamorfozy i mnóstwo innych wspólnych akcji.  Jakie były dla Sylwii te miesiące, o tym rozmawiałyśmy już tradycyjnie, przy filiżance kawy w tarnowskim Tramwaju.

Ada: Fanpage „Kobiety z Tarnowa” to, można powiedzieć, swoista marka na tarnowskim rynku. Czy planujesz wykorzystać jeszcze jego potencjał? Jakie masz plany na przyszłość?

Sylwia: Oczywiście, planuję nadal wspólne ćwiczenia i motywacje, wyjścia do kina, a nawet na gokarty. W sezonie letnim będę zachęcać do wspólnych kobiecych (i nie tylko) wypadów na rowery i kajaki. A jeśli chodzi o kalendarz, to w planie jest kalendarz książkowy, w którym znajdą się nie tylko zdjęcia, ale i opisy sylwetek poszczególnych modelek, a także kalendarz z mężczyznami. Do współpracy zaproszę panów ze świata sportu, polityki, kultury. Kalendarz „Kobiety z Tarnowa” przekazałam też na licytację dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To tylko część z moich planów.

Ada:  Czy łatwo było przekonać osoby do Twojego pomysłu i do współpracy?

Sylwia: Na początku miałam trudności ze znalezieniem modelek. Z czasem jednak panie zaczęły zgłaszać się same. Nie było za to problemu z przekonaniem do współpracy np. Anety Rataj, z Salonu Fryzur AR. Dało się wyczuć radość, że wspólnie będziemy robić coś, czego w Tarnowie jeszcze nie było.

Ada: Miałaś może chwile zwątpienia w trakcie realizacji i jak sobie z nimi radziłaś?

Sylwia: Od początku miałam duże wsparcie w mężu, jednak czasem chwile zwątpienia były, szczególnie wtedy, kiedy nie wszystko układało się tak, jakbym chciała, i to z  przyczyn niezależnych ode mnie. Ale na pewno nie chciałam zrezygnować z projektu!

Ada: Na fanpage’u można przeczytać wiele ciepłych słów odnośnie Twojej inicjatywy. A co Tobie dał ten kalendarz?

Sylwia: Niesamowite poczucie własnej wartości, świadomość, że mogłam zmienić czyjeś życie lub choć nawet je polepszyć. Na pewno spełniłam swoje marzenie, stworzyłam coś od początku do końca.

Ada: Może na koniec jakaś rada dla wszystkich kobiet z Tarnowa i nie tylko?

Sylwia: Chodźcie w spódnicach! Bądźcie uśmiechnięte i kobiece, a wtedy zobaczycie, że otoczenie inaczej będzie Was postrzegać.

Ada: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Sylwia, Kasia i Tomek fotograf

Sylwia, Kasia i Tomek fotograf

 

Nie zapominamy o bohaterkach kalendarza, dla których pozowanie nie było tylko chwilową przygodą.

Poznajcie historię Kingi, kobiety z najbardziej słonecznym zdjęciem w kalendarzu.

Pierwszą myślą było, czy kobieta otyła może być w ogóle brana pod uwagę w takim projekcie. Kiedy już otrzymałam odpowiedź, że oczywiście moja waga w niczym nie przeszkadza pomyślałam, że może w końcu pozbędę się kompleksów i inne kobiety z tym samym problemem zaczną również spełniać swoje marzenia (a nie tylko planować je w swojej głowie).

Kinga

Kinga, fot. Tomasz Niepsuj

Co mi dał udział w sesji do kalendarza, hmm może raczej co mi dało polubienie profilu “Kobiety z Tarnowa”, od którego to wszystko się zaczęło. Pewno każda z nas chociaż raz w życiu miała marzenia i wielkie plany w noc sylwestrową. Tak też i było ze mną. Postanowiłam, że rok 2014 będzie rokiem walki z samą sobą – utrata kilogramów, zmiana różnych nawyków, zmiana pracy, wychodzenie z domu nie tylko do pracy, partner. Mamy listopad i muszę przyznać, że pierwszy raz trzymam się obietnicy sylwestrowej. Polubiłam profil “Kobiety z Tarnowa” z myślą, że może poznam jakieś ciekawe osoby, z którymi czasem gdzieś wyjdę itd. I dzięki temu profilowi moje postanowienie się spełnia: wzięłam udział w świetnym projekcie Pin Up, poznałam wspaniałych ludzi (oczywiście większość to kobiety), spotykamy się popołudniami i wieczorami, jeździmy razem na rowerach, chodzimy na ćwiczenia, do kina, spotykamy się na wieczornych pogaduchach w domu, dzwonimy piszemy itd., zmieniłam pracę, która mnie przytłaczała. Teraz mam więcej czasu dla siebie i dla innych. Wzięłam się za siebie (dosłownie): zmiana nawyków żywieniowych, codzienne ćwiczenia itd. W dniu sesji do kalendarza waga pokazała 20 kg mniej.

Do kalendarza sama się zgłosiłam, ale po pewnym czasie chciałam zrezygnować – widząc zdjęcia Małgorzaty Januś ze sesji przy tramwaju wśród ludzi przestraszyłam się. Bałam się głupich komentarzy przechodniów odnośnie mojego wyglądu, a co gorsza każda z nas miała być w spódnicy. Ale cieszę się, że moja rezygnacja nie została przyjęta (pomimo, że sesja przeciągnęła się o 8 miesięcy;-) ) za co teraz Sylwii dziękuję.

Obawiałam się krytyki. Nie jestem modelką i nie mam wyglądu, figury modelki. Ale w kalendarzu są różne dziewczyny, każda ma swoją historię i każda jest częścią tego projektu. Wygląd się zmienia, a nasze wnętrze pozostanie – dlatego nie obawiam się już krytyki.

Cała ta przygoda spowodowała, iż w końcu siebie zaakceptowałam i mam ochotę ciągle to czegoś nowego spróbować. A przyjaźnie zawarte mam nadzieję, że nie przeminą po dacie 31 grudnia 2015 roku tylko będą trwały znacznie dłużej. A partner – to marzenie zostawię na rok 2015.

 

A czym było dla Kasi?

Kasia

Kasia, fot. Tomasz Niepsuj

Kiedy wygrałam konkurs na zdjęcie w tle, na fanpage’u Kobiety z Tarnowa, byłam kobietą na zakręcie, już wtedy zmagałam się z przewlekłą chorobą, jaką jest SM. Zycie toczyło się wokół walki o siebie i nie zwariowaniu z problemami, jakie życie mi wtedy fundowało. W tym czasie wygranie tego konkursu było spektakularnym wydarzeniem w moim życiu. Zostałam jako pierwsza z Pań, twarzą portalu, byłam z siebie dumna i to dodało mi skrzydeł, wiary w to, że moje życie nie kończy się, że to początek czegoś fajnego. Zatem do pozowania do kalendarza  zgodziłam się bez szczególnego namawiania, zawsze byłam pozytywną wariatką, tylko trochę w tym czasie pogubioną. Udowodniłam po części sobie, mojej rodzinie i znajomym ze środowiska chorych na SM, że życie nie musi się toczyć wokół choroby, że żyję i chcę robić rzeczy, których nigdy nie robiłam, reakcja moich synów, partnera i przyjaciół była bardzo pozytywna, cieszyli się razem ze mną. Wizję sesji, jak i miejsce miałam w głowie, przedstawiłam pomysł Sylwii i został on zaakceptowany. Klimat sesji był cudowny, fajna współpraca, oczywiście nie obyło się bez przygód, ale mam wspomnienia, których nikt mi nie zabierze.

Największe obawy związane z sesją, jakie miałam to te, że moje SM mnie zniewoli i przykuje do łóżka, że może w trakcie sesji stać się coś, na co nie będę miała wpływu, że zawiodę Sylwię i co za tym idzie, odwlecze się projekt w czasie. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, jak i moje SM stanęliśmy na wysokości zadania! 

 

Rozmowa była przeprowadzona dla magazynu Timer.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Sylwii Karpińskiej.

 

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy

Wpisz odpowiedź